wtorek, 18 marca 2008

WSK VIII - Relacja.


BELE: Moje WSK rozpoczęło się o 4:30 rano, kiedy to musiałem ściągnąć rzyć z wygodnego i ciepłego łóżeczka i udać się do autobusu - który na złość, miał tak niskie oparcia, że spanie można było sobie wybić z głowy. Na Dworcu Centralnym (ulubionym miejscu spotkań internetowych przyjaciół) razem z Konradem przeczekaliśmy na przybycie reszty i udaliśmy się do miejsca przeznaczenia - zwanego również Warszawskimi Spotkaniami Komiksowymi. Póki co wszystko szło zgodnie z planem, gdyby jakiś matoł nie spierdolił podążania według mapy, a potem drugi mądrala nie spierdolił tego jeszcze bardziej. Dzięki mnie i Łukaszowi byliśmy więc o jakieś setki kilometrów w przeciwnym kierunku niż miejsce do którego zmierzaliśmy. Nieco spóźnieni, ale jednak dotarliśmy na miejsce...

MAKOWIEC: ...gdzie, wraz z wujkiem godaim, czekałem ja. Rześki i wyspany, gdyż przez nikogo nie zmuszony, wstałem o zdecydowanie mniej pogańskiej 7.30. Przywitałem ekipę z pełnymu honorami, po czym część z nas (ta nie zajęta akrobacjami na monocyklu) poszła na górę, w celu obadania naszego cudnego stoiska. Ukontentowani widokiem pięknie prezentujących się albumików, podzieleni na mniejsze grupki, rozeszliśmy się w sobie znanych celach. I tak, około godziny 10, WSK zaczęło powoli się rozkręcać...

BELE: ... i rozkręcało się tak do końca imprezy. Pomiędzy ciągłym siedzeniem przy stoisku Dolnej Półki/Pirata a błądzeniem pomiędzy innymi stoiskami wypełnionymi komiksami czas wypełniało się bawiąc kokowym monocyklem i trzema pałkami, które przywiózł Łukasz tłumacząc, że fachowo nazywa się je Flowestickami. Najwyraźniej nie były na magnes.

MAKOWIEC: W tym roku impreza odbywała się w jednym budynku, przez co odpadł szalenie wesoły, wypełniający czas motyw: "chodźmy do drugiego budynku, może tam będzie coś ciekawego/ktoś, kogo szukamy". Jedynym, wartym odnotowania dla nas punktem było nasze małe spotkanko, na którym połowę widowni stanowiła ekipa kolektywu. Mimo to, całosć odbyła się w miłej atmosferze. No i bele rzucił żart o połykaniu.
Resztę WSK, tradycyjnie...wypełniała...nuda... ...
Ja wiem, że zapełnienie planu całego dnia samymi ciekawymi zdarzeniami to rzecz bardzo trudna. Ale na Boga, niech choć dwa-trzy punkty będą czymś więcej niż siedzeniem na do połowy pustej, kiepsko wentylowanej sali i słuchaniem smędzenia autora/autorów/wydawnictw. To jednak, obawiam się, daleko przekracza granice wyobraźni organizatorów. A szkoda. I tak, kiedy porozmawialiśmy już z kim mieliśmy porozmawiać, zjedliśmy co mielismy zjeść, około godziny 19.30, powoli zaczęliśmy wybierać się w drogę powrotną...

BELE: Czekaj, czekaj. Daj mi też ponarzekać. Podczas całego dnia uczestniczyłem w trzech spotkaniach. Jedno o reaktywacji "Ziniola", na które trafiliśmy przypadkiem, bo chcieliśmy się rozeznać gdzie odbędzię się nasze wspaniałe Dolno Półkowe spotkanie. Drugim elementem panelu było spotkanie z twórcami "Odmieńca" Przemkiem Pawełkiem i Markiem Oleksickim. Było sympatycznie, mimo iż laptop nawalał. Ale na komiks mnie nakręcili, niech ich szlag.
Nasz panel odbył się bez większych kontrowersji, poza wspomnianym już przez Janka dowcipem o połykaniu. Przyszło więcej ludzi niż się spodziewałem, co było miłe. Duże buziaki dla Daniela Gizickiego, który sprawnie poprowadził nasze spotkanko. [Mental five!]
Można też przypierdolić się do miejscówki WSK. Na plusy oczywiście, że wszystko jest w jednym miejscu i nie trzeba latać jak głupek z jednego budynku do drugiego (deszcz, który lał w zeszłym roku był niczym wrzód na dupie), no i giełda nie była pieprzoną salką potu (mimo iż klimatyzacja nie dopisała). Na minus zaliczyć trzeba puby. Były daleko. Na ochocie były bliżej - można było skoczyć na piwo przechodząc z jednego budynku do drugiego (co się zresztą robiło). Tutaj musieliśmy zasuwać cały przystanek metra do miejsca zwanego Zielona Gęś. Spotkaliśmy tam wspomnianego wyżej Przemka. Było sympatycznie.
Oprócz tego, nic więcej na WSK się nie wydarzyło.
Poruszę więc kwestię zakupów. Co kupiłeś?

MAKOWIEC:Uhm. No dobra, niech będzie. Wprawdzie tym razem nie zeszmaciłem tyle, ile na pooprzednim mfk (wtedy poszło coś koło czterystu złotych, brr), ale udało mi się zrealizować założony plan. Moja lista dokonanych zakupów to...:
-Berlin Jason Lutesa
-Pirat i Jeju
-NSS Śledzia
-Biocosmosis #3
-Zbir, ciąglę pod górkę 1 i 2
...i tyle. Nie jest to może porażąjco długa lista (do Łukasza jeszcze mi daleko), ale nie można powiedzieć, że wyszedłem z pustymi rękami...a jak u Ciebie? Słyszałem, że w tym względzie nie miałeś zbyt zuchwałych zamiarów...

BELE: Ano, ja sobie ułożyłem krótką listę komiksów, które chciałem dorwać - Sandman #1 i "Objawienia" Jenkinsa i Ramosa. Obu pozycji nie było.
Zakupiłem więc Pirata (z pozdrowieniami dla Mikołaja), Hardkorporacje (buziaki dla Jaszcza, Artmaca i Templera), "Piekło, niebo" oraz komiks "Saga o Potworze z Bagien" (którą Adler określił jako "Sagę o Jozinie z Bazin"). Takie to moje skromne zakupy. Więcej o poszczególnych komiksach napiszę wkrótce. Jak na dobrze odeśpię imprezę i zabiorę się za trzeźwe czytanie.

A na zakończenie podsumowując imprezę z perspektywy Dolnej Półki - było naprawdę bardzo udanie. "Kolektyw #3" i "Bossi i Bosso" zeszły porządnie, więc możemy z czystym sumieniem kontynuować naszą zabawę w wydawnictwo. Tak więc trzymajcie się i do zobaczenia na kolejnym spotkaniu.

Gościnnie w relacji wystąpił Jan 'Makowiec' Mazur. Gorące Brawa!

9 komentarzy:

kolec pisze...

Też zakupiłem Piekło, niebo, ale przeczytałem już w drodze Wa-wa - Kraków. Tak samo jak Paproszki. I Przygody Powstania. Pociągi to zło. Zabijają element oczekiwania, kurde.

I ja byłem na Waszym spotkaniu, a co. Prezentowało się naprawdę nieźle.

Żałuję, że nie byłem na Odmieńcu i Kowalskim, ale za to całkiem fajnie się siedziało na I Brygadzie i Mazol & Głowonuk Party.

Anonimowy pisze...

Fajna relacja wydaje mi się nawet fajniejsza od tej z motywu drogi.

P.S.

Szkoda, że byłem tylko przez chwilę bo z chęcią bym usłyszał ten żart :P.

agatens pisze...

Kurde, szkoda że mnie tam nie było ;\

A Preludia i nokturny chyba najlepiej kupć tu -> http://www.incal.com.pl/product_info.php?products_id=257

Anonimowy pisze...

taka mała dygresja... xD
ile Makowiec ma lat ?

owiec pisze...

Uhm, w tym roku kończę dwadzieścia.

Łukasz Okólski pisze...

jestescie starzy...
jak sie nie jest nastolatkiem to jest sie stary, kurde to już tak blisko...

dobra relacja panowie, trafna i miło sie czyta.

bele pisze...

Wiem, że jestem stary. Ale pocieszam się tym, że ja mam -dzieścia, a godai niedługo skoNczy -dziesiąt. Ho ho.

agatens dzięki za linka, możliwe, że skorzystam, bo niedługo zamierzam się wybrać na zakupy internetowe.

timya pisze...

nie byłam, boli mnie to.

śmierc ludziom-którzy-mówią-że-zrobią -remont-kuchni-w-dwa-tygodnie-a- gnieżdzą-się-w-moim-domu-od-1,5-miesiąca!

dranie zeżarły ciastka które miałam wam przywiezc
ghrr

godai pisze...

-dzieści, ćwoku, Grzesiu.